DRUGI TYDZIEŃ ĆWICZEŃ ZA MNĄ!
Tydzień minął błyskawicznie, nawet nie pamiętam niektórych dni :)
Podsumowując miniony tydzień mogę powiedzieć, że jestem zadowolona i bardzo z siebie dumna. Udało mi się zrobić 5 treningów w ciągu 7 dni (przypominam: NIEDZIELA DNIEM WOLNYM). To chyba całkiem nieźle? Codziennie po powrocie z pracy szłam do pokoju, przebierałam się i pierwsze co robiłam to brałam się za ćwiczenia.
Nie mogę się doczekać kiedy efekty będę widoczne!
Jestem taka niecierpliwa!
Chcę już, tu i teraz! :)
Dalej kontynuuje SKALPEL
Jedyne co mogę powiedzieć to to, że czuję się nieco lżej, nie jestem taka ociężała.
A moim grzeszkiem jest podjadanie. Nie stosuje diety, ale staram się jeść mniej i nie późno. Próbuję zrezygnować ze słodyczy, ale nie jest łatwo, to mój nałóg, kocham je, ale nienawidzę obrzydliwego cellulitu, który dzięki niemu jest na wielu częściach mojego ciała :( Cukier używam do kawy i herbaty, nie wyobrażam sobie pić bez.
DZIEŃ PIERWSZY
Po całym weekendzie bez ćwiczeń z wielką ochotą do nich wróciłam. Siły się zregenerowały i trening wykonałam od deski do deski. Mimo zmęczenia trening zakończyłam z uśmiechem.
DZIEŃ DRUGI
Dzisiaj było już nieco gorzej. Pomimo chęci trening wykonywałam z zaciśniętymi zębami, ciężki dzień w pracy:) oczywiście udało się dokończyć:)
Zauważyłam też, że chyba idzie mi coraz lepiej. Większość ćwiczeń wykonywałam już w tempie i o wiele dokładniej. Dalej mam problemy z brzuchem, przy ćwiczeniach końcowych pali niemiłosiernie:)
DZIEŃ TRZECI
Ciężki dzień w pracy. Miałam chęć zrezygnować z ćwiczeń i odpocząć. Położyłam się, pomyślałam i stwierdziłam, że ciało same się nie zrobi. Więc szybko wskoczyłam w dresik, zęby zacisnęłam i ruszyłam do pracy z Ewą.
DZIEŃ CZWARTY
Motywacją dla mnie są zdjęcia dziewczyn, które Ewa wrzuca na swój profil. Ich historie i wyniki ciężkiej pracy wręcz mnie zmuszają bym zaczęła działać:) Mimo braku chęci trening zaliczony!
DZIEŃ PIĄTY
Dzisiaj miałam wolne. Musiałam, nie miałam sił. I zamiast chociaż powstrzymać się od obżarstwa to zjadłam dwa mini KitKaty ;/
DZIEŃ SZÓSTY
Pierwszy w życiu trening na czczo!:) Wstałam rano i pomyślałam, że spróbuję. I było mega ciężko. Byłam całkiem bez sił i muszę przyznać, że trening wykonałam bardzo niechlujnie. Zrobiłam go tak od niechcenia. Niektóre ćwiczenia wykonywałam tak na "odwal się". Jakoś dobrnęłam do końca. Później zjadłam otręby na mleku z malinami i leśnymi owocami, a żeby nie było tak kolorowo dopchałam się kawą i Knopersem.
DZIEŃ SIÓDMY
Niedziela = dzień wolny
Wiedziałam, że tak będzie. Coraz ciężej. Bardzo mnie motywuje fakt, że opisuje swoje postępy na blogu. Myślę, że opublikuję post, a w nim co? Nie udało się? Zrezygnowałam? Jakoś tak głupio bym się czuła. To daje mi siłę do walki, do podniesienia tyłka z kanapy.
Ewa obiecała na początku ćwiczeń, że pierwsze efekty będą widoczne już po miesiącu. Ciekawe czy uwzględniła podjadanie słodyczy? Jak na mnie to co zjadłam w tym tygodniu to jest naprawdę niewiele ,tyle co nic. Więc może już niedługo coś będzie widać :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz